A może by tak pszczoły…

Trzy lata temu naszły mnie myśli o zbliżającej się emeryturze. Co zrobić z wolnym czasem, którego będzie prawdopodobnie coraz więcej? Praca zawodowa się skończy a ta związana z zainteresowaniami, np. programowaniem, pewnie nie będzie sprzyjała dbaniu o kondycję fizyczną. Potrzebny będzie element mobilizujący do ruchu. Zajęcia w obejściu pewnie trochę będzie, ale to nie o to chodzi. Chodzi raczej o jakąś nową, świeżą idée fixe, która będzie pobudzać do działania.

I tak zrodziła się myśl – a może by tak pszczoły… Okolica może nie jakaś wybitnie obfitująca w pożytki, ale kiedyś za płotem sąsiad miał kilka uli. Zajęcia przy pszczołach pewnie będzie sporo… A wizja „swojego” miodu i działania proekologicznego dodatkowo skłaniała do pójścia w tym kierunku.

I tak to się zaczęło. Bez tradycji rodzinnych, bez wcześniejszego zainteresowania tematem pszczół, bez kalkulacji czy się opłaci, czy dam radę… Czas pokaże czy była to dobra decyzja…

Dzisiaj (kwiecień 2022) mam 15 rodzin pszczelich. Myślę że to optymalna dla mnie ilość. Cały czas koszty znacznie przewyższają zyski, ale przecież nie tylko o zysk tu chodzi. Pszczoły uzależniają. Zrozumienie funkcjonowania rodziny pszczelej i poczucie odpowiedzialności za jej dobrostan mobilizuje do ciągłego myślenia i działania. Pszczelarz staje się członkiem tej rodziny i dbanie o nią staje się dla niego celem nadrzędnym.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *